czwartek, 25 września 2008

Zakupy? PS. NI Number

Czy jest tu tanio czy drogo? Koszty zycia duze czy male? Przeliczajac wszystko na zlotowki, stosujac obecny przelicznik to wydaje sie drogo. Totez w mojej glowie zakotwiczyl sie przelicznik 1:1 dzieki czemu moge stwierdzic: Paradise on the earth;)

Ale chcialam zaczac od czegos innego, przeszlam sie dzis troche po sklepach z ciuchami, butami.
Masakra, brzydkie wszystko jak noc, a buty to juz niemilosiernie ohydne. Juz dawno zauwazylam przygladajac sie sklepowym wystawom, ze z 'shoe shopping' to mialabym problem, ale dzis sie utwierdzilam, dramatyczne. Obym nie potrzebowala. Natomiast meskie obuwie calkiem fajne, wiec ogolnie nie jarze o co chodzi.
Ciuchy: nie wiem czy wybralam zle miejsca czy co, choc Princes Street jest ponoc jednym z miejsc gdzie na wybor nie mozna narzekac (sklep na sklepie) wiec powinno byc ok. Wchodze, ogladam, nie dosc ze wiekszosc rzeczy w rozmiarach od 14 do 22 (nasze 38 wynosi tu 10, czyli 40 to jest 12 itd) to jeszcze nie ma na czym tak naprawde zawiesic oka!! grrr... ceny przecietnie od 20£ do 45£, czasem cos tam drozsze, wiec stosujac moj boski przelicznik 1:1 wydaje sie calkiem ok... Tak, calkiem ok jesli byloby tam cokolwiek, w czym odwazylabym sie pokazac gdziekolwiek.

Dobra, zawijam do H&M. Brzmi znajomo, mniej wiecej wiem czego sie spodziewac, wiec mam nadzieje bedzie lepiej - i nie pomylilam sie. Bardzo przyzwoite ceny, spodnie 29£, zajebiszczasta kurteczka 35£ (gdzies parenascie dni wczesniej widzialam podobna za 140), pare fajniejszych, pare mniej fajnych (jak to h&m) podkoszulkow i sweterkow, ale ogolnie niezle. I wreszcie normalne rozmiary;) Stwierdzam teraz, ze moze faktycznie wybieralam zle sklepy na poczatku mojej shoppingowej podrozy:P
A dlaczego stwierdzilam na poczatku posta - paradise on the earth? Zobaczylam sliczny, miekutki szalik, dokladnie taki jakiego bee potrzebowala w zimne, wietrzne dni - pomyslam. tylko cholera brazowy a ja mam zielona torebke i za chiny nie bedzie pasowal... Ale kosztuje 5£... hm... nie bedzie pasowal. Ide dalej, i co widze, fajna torba na dluuuuugasnym pasku na ramie, brazowa, do niej bedzie pasowal... no... ile torba - 9.99£. No dzizas, 15 zl i mam torbe i szalik??? (moj przelicznik zawladnal mna calkowicie) ok, let's do this:D Nie spodziwalam sie po sobie takiego szalenstwa;] aczkolwiek zadowolona jestem.

PS. W sumie od tego powinnam byla zaczac, bo wybralam sie na miasto tylko i wylacznie z powodu spotkania dotyczacego National Insurance Number. Zeby sobie taki nr wyrobic (kazdy pracujacy potrzebuje) to najpierw trzeba zadzwonic, podac pare danych, umowic sie na spotkanie, przyjsc. Slyszalam ze trzeba wziac mnostwo rzeczy, dokumentow, im wiecej tym lepiej, wiec wzielam jakas kartke od pracodawcy, papiery z uczelni, zaswiadczenie o miejscu zamieszkania, dowod, prawko (balam sie czy nie beda chciali paszportu, ktorego przy sobie nie mam:] ) A tu w sumie poprosili tylko o 'any ID', adres zamieszkania, adres pracy (ktory i tak musialam podac z glowy, bo pracodawca dal mi swistek papieru, na ktorym nawet adresu nie umiescil, sierota). Raz dwa i po sprawie, teraz tylko poczekac na kolejny papier z numerem a potem plastkowa karte i juz. Tadam - koniec.

2 komentarze:

  1. kupuj przybory na zime, oj kupuj. nie znasz dnia, ani godziny kiedy ktos zdzieli cie sniezka;) choc w sumie to moge ci zdradzic, ze bedzie to miedzy 26.12, a 4.01 ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moge sie doczekac Gosku:P

    OdpowiedzUsuń