piątek, 19 września 2008

Jakies wypociny i dygresje

Wreszcie jaks wschod slonca dajacy nadzieje na ladny dzien. I do 11:00 byl ladny a potem znow kiszka



A oto Prines Street w promieniach porannego jesiennego slonca, wyglada urokliwie. I niesamowity ruch autobusowy, ponarzekalam ostatnio troche na ta komunikacje, ale obserwujac dzis czestotliwosc autobusow na przystankach w porannych godzinach szczytu - calkiem calkiem sie uwijaja;)


Miejski in motion na tle zamku:

DYGRESJA NA TEMAT BUDOWNICTWA:
Bylam wniebowzieta, kiedy zrobilam sobie spacerek wzdluz jednej z ulic niedaleko mnie, czyli nie scisle centrum. Te smieszne blizniaki, nie mam pojecia skad i dlaczego taka tradycja u nich, zeby budowac semi-detached houses, caly szereg podobnych lub takich samych domkow, w kazdym oknie na srodku stoi wazon z kwiatami czy jakimis innymi badylkami, no praktycznie w kazdym, jakby to obowiazek narodowy i spoleczny byl. Ale co najbardziej urocze, przed kazdym domkiem maly ogrodek, oczywiscie rowno podzielony miedzy sasiadow, drewnianym plotkiem czy tez zywoplotem, zgrabny prostokatny kawalek ziemi, zielona, przycieta trawka, zasadzone kwiatki, nie wiem jakim cudem wszedzie wszystko tak zadbane, wyplewione jakby przed 15 min, a nigdzie zywej duszy nie widac. Z boku kamienna lub betonowa alejka prowadzaca do drzwi, podjazd dla samochodu tez obowiazkowy. Przez okna widac kuchnie z duzym szerokim przejsciem do salonu (no tak, przyznaje, wpatrywalam sie w okna jak tylko moglam, jak podgladacz jakis;). Heh, no fajne, ale czy ktos wyjasni mi dlaczego oni tak sie lubuja w blizniakach???
Ok, a oto widok z mojego okienka, tez oczywiscie ogrodek:)
Ujecie pierwsze ze srodka pokojum okno w fazie najszerszego otwarcia:

I widok z okna, za drzewkami broomhouse view, ktory w niedziele robi wielkie zamieszanie i przez caly ten blow down od 9 do 14 ewakuacja calej okolicy, blokada drogi i w ogole... Pewnie nam zakurzy szyby:]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz