niedziela, 28 września 2008

Sobotnie spacerowanie ;)

Sobotni walk around po Edynburgu - wreszcie z towarzyszem ludzkiej postaci a nie tylko z mapa i aparatem. Towarzysz, w zasadzie towarzyszka na zdjeciu ponizej na tle kamieniczki pod zamkiem, lovely;) A Patrycja przyjechala w zeszly piatek a od niedzieli mieszka ze mna w moim cieplutkim (ogrzewanko dziala a jakze - dwa razy dziennie od 6 do 10 i od 20 do 23 chyba), zacisznym, oddalonym od centrum (irytujace ostatnio a dla patrycji kosztowne) mieszkanku:)
Aha, mieszka tymczasowo oczywiscie, i juz od srody prawdopodobnie to ja bede czesciej nocowala u niej niz ona u mnie ( wynajela mieszkanie bliziutko centrum=brak koniecznosci powrotu nocnym autobusem=ciecie kosztow budzetowych;)


Ale chcialam glownie o sobotnim spacerowaniu - tak, sobotnie 'okolopoludnie' jest super momentem zeby poobserwowac szkockie sluby:) Niektorzy Szkoccy mezczyzni decyduja sie przywdziac tradycyjny stroj i do slubu ida w kraciastej spodniczce:D w sumie nie jest to nawet taki rzadki widok;) Oto powitanie w drzwiach kosciola zblizajacej sie panny mlodej, pani w jasnym (nie jest to panna mloda) zaslonila niestety kobziarza;]

Panna mloda ubrana jak normalnie, w sensie jak w wiekszosci cywilizowanych krajow. A zdjecie zrobilam glownie ze wzgledu na ladny srodek transportu:


Inni wybieraja bardziej environment friendly pojazd;)


Ok, nastepny punkt wycieczki warty skomentowania - heh, Hume - slawny filozof (szkocko-angielsko-francuski jak sie okazuje) z niespotykanym dotad nakryciem glowy. Efekt piatkowego szalenstwa szkockiej spolecznosci, kto, o ktorej i jakim sposobem wytargal ulicznego pacholka na glowe filozofa nie mam pojecia, ale efekt koncowy - komiczny;)


Jedna z schodkowych uliczek odchodzaca od Royal Mile, ta-dam! (zdjecie made by Patrycja - wreszcie nie samowyzwalacz:P )




A tu w zakamarkach owej uliczki Patrycja fotografuje ujmujaca kompozycje, ktora pozwole sobie przedstawic tez ponizej.


Ludzie to maja poczucie humoru (nie koniecznie wyczucie)/ Dla wyjasnienia, jest to jakiegos rodzaju okienko, zakratowane, napis glosi zeby wyrzucac smieci do koszow, umieszczonych na High Street (czyli royal mile) paredziesiat schodkow powyzej tego miejsca/ Tato - jak cos to nie musisz biegac za slownikiem do drugiego pokoju - latwiej uzywac internetowego;) :*

Kolejna atrakcja z okienka - stwierdzilam ze moze akurat sie kiedys przyda, wiec lepiej sobie zachowac;) jakbym tak przypadkiem zechciala become homeless...



Heh, no to jak byla antyczna Grecja na Calton Hill to teraz odrobina brazylijskiego temperamentu na Princes Street. Choc stwierdzilysmy z Patrycja, ze w tej calej grupie brazylijskie korzenie to chyba mogla miec jedna kobitka - reszta wygladala jak rodowite szkotki;D

That's it!

czwartek, 25 września 2008

Zakupy? PS. NI Number

Czy jest tu tanio czy drogo? Koszty zycia duze czy male? Przeliczajac wszystko na zlotowki, stosujac obecny przelicznik to wydaje sie drogo. Totez w mojej glowie zakotwiczyl sie przelicznik 1:1 dzieki czemu moge stwierdzic: Paradise on the earth;)

Ale chcialam zaczac od czegos innego, przeszlam sie dzis troche po sklepach z ciuchami, butami.
Masakra, brzydkie wszystko jak noc, a buty to juz niemilosiernie ohydne. Juz dawno zauwazylam przygladajac sie sklepowym wystawom, ze z 'shoe shopping' to mialabym problem, ale dzis sie utwierdzilam, dramatyczne. Obym nie potrzebowala. Natomiast meskie obuwie calkiem fajne, wiec ogolnie nie jarze o co chodzi.
Ciuchy: nie wiem czy wybralam zle miejsca czy co, choc Princes Street jest ponoc jednym z miejsc gdzie na wybor nie mozna narzekac (sklep na sklepie) wiec powinno byc ok. Wchodze, ogladam, nie dosc ze wiekszosc rzeczy w rozmiarach od 14 do 22 (nasze 38 wynosi tu 10, czyli 40 to jest 12 itd) to jeszcze nie ma na czym tak naprawde zawiesic oka!! grrr... ceny przecietnie od 20£ do 45£, czasem cos tam drozsze, wiec stosujac moj boski przelicznik 1:1 wydaje sie calkiem ok... Tak, calkiem ok jesli byloby tam cokolwiek, w czym odwazylabym sie pokazac gdziekolwiek.

Dobra, zawijam do H&M. Brzmi znajomo, mniej wiecej wiem czego sie spodziewac, wiec mam nadzieje bedzie lepiej - i nie pomylilam sie. Bardzo przyzwoite ceny, spodnie 29£, zajebiszczasta kurteczka 35£ (gdzies parenascie dni wczesniej widzialam podobna za 140), pare fajniejszych, pare mniej fajnych (jak to h&m) podkoszulkow i sweterkow, ale ogolnie niezle. I wreszcie normalne rozmiary;) Stwierdzam teraz, ze moze faktycznie wybieralam zle sklepy na poczatku mojej shoppingowej podrozy:P
A dlaczego stwierdzilam na poczatku posta - paradise on the earth? Zobaczylam sliczny, miekutki szalik, dokladnie taki jakiego bee potrzebowala w zimne, wietrzne dni - pomyslam. tylko cholera brazowy a ja mam zielona torebke i za chiny nie bedzie pasowal... Ale kosztuje 5£... hm... nie bedzie pasowal. Ide dalej, i co widze, fajna torba na dluuuuugasnym pasku na ramie, brazowa, do niej bedzie pasowal... no... ile torba - 9.99£. No dzizas, 15 zl i mam torbe i szalik??? (moj przelicznik zawladnal mna calkowicie) ok, let's do this:D Nie spodziwalam sie po sobie takiego szalenstwa;] aczkolwiek zadowolona jestem.

PS. W sumie od tego powinnam byla zaczac, bo wybralam sie na miasto tylko i wylacznie z powodu spotkania dotyczacego National Insurance Number. Zeby sobie taki nr wyrobic (kazdy pracujacy potrzebuje) to najpierw trzeba zadzwonic, podac pare danych, umowic sie na spotkanie, przyjsc. Slyszalam ze trzeba wziac mnostwo rzeczy, dokumentow, im wiecej tym lepiej, wiec wzielam jakas kartke od pracodawcy, papiery z uczelni, zaswiadczenie o miejscu zamieszkania, dowod, prawko (balam sie czy nie beda chciali paszportu, ktorego przy sobie nie mam:] ) A tu w sumie poprosili tylko o 'any ID', adres zamieszkania, adres pracy (ktory i tak musialam podac z glowy, bo pracodawca dal mi swistek papieru, na ktorym nawet adresu nie umiescil, sierota). Raz dwa i po sprawie, teraz tylko poczekac na kolejny papier z numerem a potem plastkowa karte i juz. Tadam - koniec.

wtorek, 23 września 2008

Pieknie, piekniej, najpiekniej...:)



Jak tu sie nie zakochac w tym miescie, jest urocze, a kiedy swieci slonce jest niewyobrazalnie piekne. I jeszcze w dodatku jest tu wszystko, jest mnostwo ciekawych zabytkow, potezna dawka zaskakujacej czasem architektury, jest morze i plaza, sa wzgorza i dzikie wziesienia. Zreszta, co tu pisac, trzeba zobaczyc...


Wybralam sie na przechadzke, pomylilam autobusy i wyladowalam troche nie tam, gdzie planowalam, ale tez warto bylo. Przeszlam sie cichymi, ladnymi uliczkami, a przy tych uliczkach zauwazylam ile ludzi mieszka pod ziemia, no naprawde, mieszkanie na pietrze zaczyna sie na poziomie ulicy, a ponizej, schodzi sie gleboko w dol, schodkami i gleboko w dole sa drzwi i jest mieszkanie, w ogole slonca tam chyba nie widza, co jednak nie przeszkadza hodowac kwiatkow i inncyh roslinek:


Jakas ciekawa brama, prowadzaca na targ jak wynikalo z opisu nad przejsciem, aczkolwiek zadnego targu po drugiej stronie nie znalazlam;P Za to znalazlam autobus, ktory mial mnie dowiezc w miejsce, w ktore chcialam sie dostac owego dnia.



Hollyrood Park oraz najwieksze wzniesienie w Edynburgu Arthur's Seat, ktore ponoc nie takie trudne do zdobycia, wiec postanowilam sprobowac:)
Pierwsze kroki w gore - widok od tylu na Palace Of Hollyroodhouse



A przede mna sciezka prowadzaca w gore:



W nieduzej odleglosci ukazuje sie wzgorze Calton Hill z antycznymi budowlami:


Dalej, nade mna ukazuja sie ruiny Kaplicy sw Alberta



I od drugiej strony. Majestetycznie pieknie. Blekit nieba, blekit morza, jezioro, skaly... aaaa:D


Next (zywe stworzenia z blizsza)

i zywe stworzenia z dalsza;)





No i idziem dalej w gore, czuje sie jakby miejsce to znajdowalo sie gdzies daleko w odleglej cichej krainie, a to przeciez niemal srodek miasta... Cien Arthur's Seat na polodowcowej dolinie (U-ksztaltna jak to nas uczyli na geografii ;)



Bez glebszych komentarzy, just look and enjoy:







I co to? kaluza, prosze panstwa, w ktorej odbijaja sie wszystkie kolory swiata oraz szczyt Arthur's Seat



I tak wyglada w normalnym ujeciu a nie do gory nogami:

Ponoc nazwa Arthur's Seat ma nieznane pochodzenie, i choc kojarzy sie z krolem Arturem raczej watpliwe, ze ma jakiekolwiek powiazanie z super znanym legendarnym wladca. Cheers!

niedziela, 21 września 2008

Jak dobrze wstac, skoro swit...

Oczywiscie, jesli mnie sytuacja nie zmusi, nie wstane rano, nie ma takiej opcji, ale niestety blogiego dnia panskiego (doslownie, bo w niedziele) wymyslili sobie to cale 'blow down' i musialam wstac o nieboskiej godzinie 7:30 coby sie ewakuowac z mieszkania. No i ok. Zebralam sie jakos, super ze pogoda dopisala i 5h wloczenie sie poza domem okazalo sie nie lada przyjemnoscia:D i nawet udalo mi sie zobaczyc colapse of broomhouse view, niestety aparat nie zdazyl zarejestorowac momentu burzenia, trudno sie dziwic (malo wprawny fotograf+3sekundowy akt destrukcji). Jedyne co sfotografowalam, to chmura popiolu i dymu unoszaca sie w kierunku pln-wsch (czyli nie w kierunku mojego lokum;D ). A sam wybuch, no napawde moment, bach bach, bum bum i po budynku;)




No i widok po calej wielkiej akcji wprost z mojego okienka:D










Skoro juz wstalam, postanowilam wykorzystac piekna niedziele i zwiedzic nastepne partie miasta. Wsadzilam sie w pierwszy autobus, jaki jechal najblizsza dostepna dla ruchu ulica i wyladowalam na Ocean Terminal, brzmi imponujaco, ale pierwszy widok mnie nie szczegolnie zachwycil...;]




Ale potem bylo juz znacznie lepiej, mam wrazenie, ze niebo w Edim jest inne niz w polsce, chmury jakos tak lekko poszarpane i jasniejace, czyz nie...?




I mega ogromny statek, czy jakkolwiek sie to nazywa, tankowiec, platforma, no nie wiem, ale niezle:D




A na burcie oznaczniki poziomu wody w morzu (zatoce?), poziomu zanurzenia? sama nie wiem, ktos wie?





Nastepny obiekt: Yacht Brittania. Jedno zjecie od przodu. Wlasnie sie dowiedzialam ze moglam wejsc na taras widokowy i miec lepszy punkt widzenia na jedna z wiekszych (ponoc) atrakcji edynburskiego wybrzeza, ale nie zrobilam tego z niewiedzy swojej, wiec na razie tylko takie ujecie;)




W tle nowe zabudowania - jaka to skomentowalam na n-k: New Manhattan:D czyz nie wyglada?



A dalej w tle horyzont z polami uprawnymi, no i znow sie czuje jak w polsce:D





Stare, nieuzywane, zamkniete molo? ( and photo made by samowyzwalacz :P )


I oczywiscie troche komercji, czyli Shopping Mall zwany Ocean Terminal, a jakze...


Po zwiedzaniu poczulam glod, w Lidlu nie moglam sie zdecydowac co takiego sobie kupic, zeby zjesc right now right here i stalam bezradnie przed polka z pieczywem przegladajac po kolei szkockie wypieki, az tu podchodzi do mnie starsza babcia, mowiac ze to cos (trzymalam wlasnie w rece cos a'la nasze racuchy w plastikowej hermetycznej torbie) jest lovely jesli toasted, heh. Wiec mowie ze szukam czegos zeby zjesc teraz, bo jestem strasznie glodna, wiec ta raz dwa wyszperala mi costam (scotisch pancakes) i mowi, ze to jest dobre i na cieplo i na zimo jako przekaska. No dobra, no to dawaj, zobaczymy... Wzielam Scotish Pancakes i do tego napoj, ktory jak zauwazylam na mojej petrol station jest bardzo popularny wsrod szkockiej spolecznosci (wiec postanowilam sprobowac) i powedrowalam do Princes Garden pod fontanne, zeby spozyc moje wspaniale szkockie sniadanie. No i wlasnie taki widok towarzyszyl niedzielnemu sniadaniu poza domem;D

Aham, dodam, ze szkockie mini-nalesniczki byly nieziemsko slodkie i juz po 3 (a bylo ich w opakowaniu 6) mialam serdecznie dosc, a w dodatku pomaranczowy napoj IRN-Bru okazal sie rownie nieziemsko slodki i chemiczny, wiec po zjedzeniu sniadania jedyna moja mysla i nadzieja byl powrot do domu i zjedzenie czegos normalnego... Mrozona pizza z dodatkim polskiej suchej zywieckiej - to bylo to;)


Ok, a na koniec zdjecie szkockiego przejscia dla pieszych: jak widac, czyli w zasadzie nie widac - pasow nie ma, sa male metalowe (czy tez stalo-podobne) kwadraciki, w kolorze asfaltu, wiec na zdjeciu to ich praktycznie nie widac i mimo to, 'all pedestrians' czuja sie bezpiecznie i nie maja oporow, zeby przechodzic na czerwonym.




Koniec wywodow na dzis, choc wieczor byl rowniez obfitujacy w wiele wrazen, sily jednak sie wyczerpaly i organizm mowi CHCE ISC SPAC (wreszcie mi to mowi przed 2 a nie przed 4:00 ;)

piątek, 19 września 2008

Jakies wypociny i dygresje

Wreszcie jaks wschod slonca dajacy nadzieje na ladny dzien. I do 11:00 byl ladny a potem znow kiszka



A oto Prines Street w promieniach porannego jesiennego slonca, wyglada urokliwie. I niesamowity ruch autobusowy, ponarzekalam ostatnio troche na ta komunikacje, ale obserwujac dzis czestotliwosc autobusow na przystankach w porannych godzinach szczytu - calkiem calkiem sie uwijaja;)


Miejski in motion na tle zamku:

DYGRESJA NA TEMAT BUDOWNICTWA:
Bylam wniebowzieta, kiedy zrobilam sobie spacerek wzdluz jednej z ulic niedaleko mnie, czyli nie scisle centrum. Te smieszne blizniaki, nie mam pojecia skad i dlaczego taka tradycja u nich, zeby budowac semi-detached houses, caly szereg podobnych lub takich samych domkow, w kazdym oknie na srodku stoi wazon z kwiatami czy jakimis innymi badylkami, no praktycznie w kazdym, jakby to obowiazek narodowy i spoleczny byl. Ale co najbardziej urocze, przed kazdym domkiem maly ogrodek, oczywiscie rowno podzielony miedzy sasiadow, drewnianym plotkiem czy tez zywoplotem, zgrabny prostokatny kawalek ziemi, zielona, przycieta trawka, zasadzone kwiatki, nie wiem jakim cudem wszedzie wszystko tak zadbane, wyplewione jakby przed 15 min, a nigdzie zywej duszy nie widac. Z boku kamienna lub betonowa alejka prowadzaca do drzwi, podjazd dla samochodu tez obowiazkowy. Przez okna widac kuchnie z duzym szerokim przejsciem do salonu (no tak, przyznaje, wpatrywalam sie w okna jak tylko moglam, jak podgladacz jakis;). Heh, no fajne, ale czy ktos wyjasni mi dlaczego oni tak sie lubuja w blizniakach???
Ok, a oto widok z mojego okienka, tez oczywiscie ogrodek:)
Ujecie pierwsze ze srodka pokojum okno w fazie najszerszego otwarcia:

I widok z okna, za drzewkami broomhouse view, ktory w niedziele robi wielkie zamieszanie i przez caly ten blow down od 9 do 14 ewakuacja calej okolicy, blokada drogi i w ogole... Pewnie nam zakurzy szyby:]

wtorek, 16 września 2008

Krotki referat na temat komunikacji miejskiej

Jest smiesznie.
Nie tylko dlatego jest smiesznie, ze autobusy sa dwupoziomowe, czerwone i w dodatku jezdza po innej stronie jezdni niz do tego przywykli Polacy i wiekszosc Europejczykow. Nawet nie tylko dlatego, ze maja jedne drzwi tylko. Najzabawniejsze jest, ze trzeba machac do kierowcy jak sie stoi na przystanku, zeby sie w ogole zatrzymal. Jak odpowiednio wczesnie nie przycisnie sie czerwonego przycisku STOP w autobusie, to kierowca nie zatrzyma sie na przystanku (no chyba ze ktos na przystanku bedzie machal). To mnie rozbraja bardzo. Jak kierowca nie zauwazy, ze machasz to po ptokach ze tak powiem. Czakasz na nastepny:P Mniejszy problem jak sie nie przycisnie STOPU (taki fajny dzwoneczek towarzyszy temu zjawisku;P) - przystanki sa tak czesto-gesto, ze nawet jak sie wysiadzie na nastepnym, oznacza to ok 100m pieszego powrotu.

Aha, jest gorsza sprawa - przez to, ze autobusy zatrzymuja sie tylkoo wtedy, gdy sa ludzie, ktorzy chca wsiasc/wysiasc, moment pojawienia sie autobusu w danym miejscu jest lekko nieprzewidywalny i trudno zgadnac czy przyjedzie 5 min przed rozkladowa 13:32 czy przyjedzie 7 min po. Wiec ogolnie mam zasade - nie kierowac sie rozkladem autobusow na przystankach, bo wiele to nie daje, wyjsc wczesniej i czekac na farta.

I jeszcze gorsza rzezc - jest chyba 2 czy nawet 3 przewoznikow miejskich, bilety jednoprzejazdowe i calodniowe sa w takiej samej cenie - 1.10£ i 2.50£ czyli ogolnie kiszka jakby sie chcialo na takich biletach jezdzic non stop. Wiec bardziej oplaca sie karta 28dniowa, ktora niestety obowiazuje tylko u jednego, wybranego przez nas przewoznika. Heh... Nie ma co narzekac na krakowskie MPK. Nie dosc, ze jak sie kupi miesieczny, to sie jedzi czym popadnie przez 31 dni (nawet tamwajem wow! - tu nie ma tramwajow, maja byc w niedlugiej przyszlosci ponoc) to w dodatku nocnym tez mozna bez dodatkowych oplat...

Aha, ale tutaj nie ma kanarow:D (hiehie:D:D ). Sa za to tylko jedne drzwi i zawsze jak sie wchodzi to nie ma innego wyjscia jak:

a) kupic bilet u kierowcy za odliczona kwote

b) pokazac, ze ma sie wazny bilet calodniowy przykladajac go kierowcy niemal do czola

c) polozyc karte na czytniku, ktory piknie ladnie jesli karta jest wazna

d) pokazac ze sie ma dokument uprawniajacy do bezplatnych przejazdow.


To chyba tyle z rewelacji o miejskich autobusach. Super sprawa z tymi double deckerami dla chcacych podziwiac uroki miasta - z pierwszego siedzenia na gornym pokladzie widok jest naprawde niezly... tylko czasem sie boje, ze wjezdzamy w jakis budynek:P


A na zakonczenie edynburska taksowka, w przewodniku pisza, ze taxi sa czarne, ale jak widac nie tylko:

piątek, 12 września 2008

Poranne zwiedzanie Ediego

Uzbrojona w aparat, prosto po mojej pierwszej nocce udalam sie na Calton Hill, zeby uwiecznic w wersji cyfrowej to, czym sie tak zachwycalam w sobote i aby moc przekazac wszystkim w wersji wizualnej, choc garstke.

Zaczynam od wejscia na Calton Hill, stromo w gore, pomiedzy kamiennymi murami:

Pojawiaja sie ciekawe rzeczy na horyzoncie...


Calkiem spoczko, nie?


Nastepnie obserwatorium miejskie, ktore jest w remoncie, wiec stwierdzilam, ze nie ma po co podchodzic blizej...


Widok ze wzrorza na strone zachodnia, niemal idealnie czyste niebo, niezly widok na miasto...




...niestety strona wschodnia byla zachmurzona dosc mocno, szkoda, 7:50, mysle ze wschod slonca bylby imponujacy....




A oto najciekawsza budowla, niedokonczony pomnik narodu, mial byc holdem zlozonym poleglym w wojnach napoleonskich... Nie skonczyli z braku funduszy. Ale to co zdazylo powstac jest calkiem niczego sobie;)


A tu z innej perspektywy, obok Nelson Monument.


Pare ujec na miasto.
Holyroodhouse Palace, oficjalna szkocka rezydencja krolowej Elzbiety II



Jeden z kilku ciekawych mostow w Edynburgu - North Bridge, otwarty w 1772r, laczy Stare i Nowe Miasto




Ok, ide dalej wzgorzem, trafiam na dziwny pomnik z kamieni, czesc z nich jest opatrzona tabliczka i ...


...i okazuje sie ze jeden z kamieni budujacych pomnik ma polskie pochodzenie:




Schodze ze wzgorzam i kieruje sie w dol, zeby zobaczyc wymieniony wczesniej Palac Holyroodhouse i muzeum Our Dynamic Earth. Po drodze mijam kolejne dowody na gleboka fascynacje szkotow starozytnymi wzorcami:




Wszystkie ulice w Edi oznaczone sa takimiz wlasnie bialymi tabliczkami, ogolnie nazwy ulic sa tez zdumiewajace, i np w jednej okolicy zwanej zalozmy Sighthill mamy ulice: Sighthill Street, Sighthill Road, Sighthill Lane a potem pewnie jest jeszcze Sighthill Boulvar, Sighthill Avenue i Sighthill Walk ;) ok, zaczelam juz zmyslac teraz...


Nowa Queen's Gallery przy Palacu Holyroodhouse


Dosc niezle ozlocona:D



Naprzeciw Queen's Gallery znajduje sie rowniez nowy budynek - Szkocki Parlament. Z daleka bije od niego nowoczesnoscia. Oficjalnie otwarty w 2004 roku.



I od drugiej strony prosze:


A ponizej bardzo ladnie zagospodarowany teren przed Parlamentem, zielony park, z plytkimi zbiornikami wodnymi o trojkatnych ksztaltach, bardzo zadbany i niezwylke estetyczny



I to co mi sie w Edynburgu tak strasznie podoba - prawie z kazdego miejsca w miescie patrzac, gdzies w tle pojawia sie dzika przyroda, wzgorze cale w roslinach, bez zabudowan. Wyobrazacie sobie, zeby po wyjsciu z Sejmu w Warszawie zobaczyc taki widok? Hm, moze nazwanie ulicy Wiejska mialo na celu przyblizenie wizji nieskalanej przyrody...

I tutaj jeszcze raz, Arthur's Seat gorujacy nad miastem i skaly Salisbury Crags, a to biale z kolcami to wlasnie Our Dynamic Earth, galeria naszej Matki Ziemi.








Przed galeria znajduje sie amfiteatr. Znow nawiazanie do Grecji (???) ale w tym wypadku amfiteatr wyglada super nowoczesnie, kamienne czy granitowe, cholera wie, plyty przedstawiaja warstwy ziemi...




...po drugiej stronie widok jak z pocztowki z Wloch;) Palmy, biale kamyczki, iglaki, bardzo ladnie, schludnie, i o o - nowe bloki w tle ( a ja sie ciagle zastanawialam, jak o mozliwe ze Edynburg sklada sie tylko ze starych, kamiennych, szarych domkow i budynkow - tu sie okazalo, ze jednak nie tylko)




I glowne wejscie na teren muzeo-galerii opatrzone kolejna atrakcja, od ktorej bije nowoczesnosc.



To by bylo na tyle. innym razem pozwiedzam ROYAL MILE z aparatem i powrzucam pare fotek, niestety tego poranka juz nie mialam sily na platanie po miescie, czulam glod i doskwieralo zimno, brr... Ale na koniec jeszcze charakterystyczna czerwona budka telefoniczna :D