wtorek, 26 maja 2009

Wycieczka do Blair Atholl


Decyzja podjęta na szybcika.
Sobota, godzina 12:30, przerwa w pracy,Tomek: - "Jedziemy do Blair , super impreza, highland games, super zamek, górki, piękna okolica, pociąg jutro o 9;35, jedziesz?"
Sobota, godzina 22:30, przed pójściem spać, sms do Tomka: - "Ok, jedziemy, o której ten pociąg i dokąd bilet trzeba?"

I tak w niedzielne południe wylądowaliśmy 6-osobową grupką w Blair Atholl, 2h z Ediego. W programie Highland Games:


- Stone put (a'la pchnięcie kulą)



- Weight throw (coś a'la lekkoatletyczny rzut młotem, zdjęcie ponizej dementuje pogłoski coby szkocji nie nosili bielizny pod spódnicą - NOSZą ogromniaste pantalony!)




- Scottish hammer throw (rzut młotem drewnianym, metalowa kula przyczepiona do długiej drewnianej rączki)

- Caber toss (wyrzut drewnianego drąga)

Śmieszne rzeczy. Najzabawniejsze, ze pierwsze miejsce w tradycyjnych szkockich Highland Games zajął.. ta da da da... POLAK! Sebastian Wenta, big man w kilcie;)

Było dużo atrakcji, konkurs na wrzucanie groszków do kibelka, tzn w sumie do butelki

Nasi chłopcy bardzo ładnie sie spisali, a nagrodą za wrzucenie 4 groszków były 4 butelki wina.

Bardzo przyjemna wycieczka:)

niedziela, 24 maja 2009

FINITO!

Drodzy Moi Czytalnicy, Rodzino, Drodzy Przyjaciele, oto chciałam ogłosić, iż z dniem 22 maja tj piątek, o godzinie 15:59, na minutę przed deadlinem, oddałam swój 36 stronnicowy raport z projektu o nowym produkcie znanym jako 'Red Wine Warmer', stworzony w ciągu 7 nocy i popołudni i tym samym zakończyłam semestr a zarazem rok studiów na prze-boskim Edinburgh Napier University

Wybaczcie to długaśne zdanie, ale chciałam, zeby brzmialo dumnie;) uff, jaki ciezar spadl ze mnie to nikt sobie nie wyobraza. Borykanie sie z product desingowaniem kosztowało mnie mnóstwo energii, pare deko paznokci pod biurkiem, pouszkadzaną skórę wokół nich, przejscie na diete kanapkową i - finally - utratę odporności, która sprawiła, że leżę teraz z laptopkiem na kolanach, kubkiem gorącej herbaty przy łożku i zestawem 'witaminki+aspirynki' w żółądku. Mimo to udało mi sie jeszcze wczoraj zaliczyć 50 rocznice ukończenia College of Surgeons świetowaną przez 33 staruszków; a dziś Garden Party w pałacu królowej, gdzie szkockie powietrze przewiało i przeziębiło całe moje ciało 15 tysięcy razy...

Ale to nie istotne, nie istotne. Ważne, że mam wolne, oddycham wreszcie powietrzem, które pachnie wakacjami. Wakacje wprawdzie pachną pracą, ale to już będzie czysta przyjemność. A przynajmniej z założenia, które przyjełam w najtrudniejszych momentach uczelnianej potyczki, ma to być czystą przyjemnościa;)



Na koniec dwa zdjecia, które użyłam w prezentacji na temat osiągnieć mojego projektu. bardzo mi sie spodobały więc się podzielę:

piątek, 8 maja 2009

MAJ!owa kolekcja wspomnień z 4 poprzednich miesięcy

Pora wrócić na blogowe łono, chyba...? nie wiem nawet dokładnie jak to się stało, ze przez tak długi okres nie napisałam nawet jednego słowa... W sumie wiem, lenistwo.

Straszne lenistwo mnie tu dopadło, aż mi wstyd się przyznać do tego.

A działo się różnie, dobrze i źle.



Były dobre imprezy... Powitanie pierwszego dnia wiosny z marzanną...

w fantastycznym, niezmiernie licznym gronie;) (a to jeszcze nie wszyscy którzy przybyli na party)


Fansastyczne imprezy tematyczne jak Mouse Party (ku uczczeniu myszek baraszkujących po mieszkaniu znajomych;)

Bawiliśmy się też w superherosów! Wprawdzie nie wszyscy mieli ochotę jednej nocy zamienić się w Superhero... ale byl Superman, CatWoman, Czarodziejka z Ksieżyca, James Bond, Indiana Jones, sporo policjantek itp;) Nie wiedzieć czemu pojawiła się też Pipi Langstrumpf i Joker.. może też coś mają wspólnego z herosami.. who knows?


Były też cudowne święta Wielkanocne. Malowanie pisanek, wydrapywanie i nabijanie;)



Wielkanocne Śniadanie u Patrycji zgromadziło ponad 20 ludzi i smakołyki z różnych zakątków świata. Była oczywiście zupa chrzanowa, był żurek z kiełbaską, sałatki, hinduskie i meksykańskie jedzenie, mazurek w wydaniu francuskim... Niemcy, Szwecja, Hiszpania, Francja, Indie, Meksyk, Polska, Szkocja zjednoczyły się przy wspólnym stole.



Po obzarstwie tysiąclecia szanoowna grupeczka zmobilizowała się i wyszła na zieloną trawkę, hah!~To było cudowne, marne próby gry w golfa na Meadowsach (mało nie zakończone katastroficznym uderzeniem małego dziecka ciężką piłeczką golfową- nie nie, nie przeze mnie, ja nie posiadam az takiej mocy uderzeniowej;)




Tak więc po marnych próbach gry w golfa, przeszliśmy do bardziej zespołowej dyscypliny jaką bylo rugby!! haha:D



Zabawa na całego, tym bardziej że część z nas, wystrojona w białe bluzeczki - w końcu święto, nie? - biegaliśmy jak szaleńcy po łąkach, rzucając sie za piłką... i na siebie też;)




Next - Śmigus Dyngus!! No przecież Wielkanoc nie może sie obejść bez lanego poniedziałku. kolejna zbiórka w innym parku i wielka akcja pt Wet Monday połączony z zachodnioeuropejskim zwyczajem chowania i szukania jajek:


Tym dzielnym sposobem dotarłam w mojej opowieści do połowy kwietnia.
Zupełnie inny czas niż pierwszy semestr... W zasadzie po pierwszym semestrze wszystko się zmieniło - inne mieszkanie, nowi, bardziej rozmowni współlokatorzy (nie jak poł-angliko-szkot karlik-idiota...przykro mi, ze tak sie wyrazam o czlowieku, ale brak słów po prostu) rezygnacja z okropnie denerwującej pracy na stacji zaowocowała zwiększoną ilością czasu i radykalnie zmniejszoną ilością pieniędzy.
Powróciłam za to do krakowskich korzeni pracy w cateringu/gastronomii. Spoczko praca, ale niestety zatrudnienie przez agencję nie daje pewności co do ilości godzin w ciągu tygodnia... Życie pędzi więc teraz z tygodnia na tydzień, w jednym tyg 22h pracy i ponad 100f, w kolejnym pare godzinek i wypłata z której można się pośmiać... Potem przychodzi rachunek za electricity na 400f i sprawia, że nogi ci się uginają i znów myślisz, hmm... jak to zrobić, gdy na koncie jest 40f a pracy na przyszły tydzien 8h...
Borykanie się z uczelnianymi sprawami pobiera ze mnie więcej energii niż dostarcza jej jedzenie... Przydałoby się jakieś nowe, niewyczerpywalne źródło energii... Ale jeszcze może styknie do końca semestru i zacznie się odnawiać;) Oby, of course - positive thinking.