piątek, 24 lipca 2009
Graduation Ceremony
wtorek, 21 lipca 2009
Weselnych doświadczeń ciąg dalszy...

Samo wesele tez było niesamowite. Panna młoda pochodziła z RPA. Na wstępie, czyli przy drink reception i przekąskach śpiewał murzyński chór - przygrubawe Murzynki w długich do ziemi czerwonych togach, jak w filmach z Whoopi Goldberg. Druhny w granatowych sukniach, dwie małe dziewczynki-bliźniaczki w granatowo-kremowych sukieneczkach. Obiad, potem tańce. Świetny zespół grał na tym weselu, jakiś starszy pan złapał mnie na sali jak szłam z tacą, więc zakręciłam sie też z dwa razy na parkiecie;) było ślicznie... Pomijając fakt, ze z Edynburga wyjechalismy (wesele było w miejscowosci Biggar) o 10:30 a wróciliśmy o 2.00 w nocy, było super.
A następnego dnia, sobote, kolejne wesele. Tym razem w Edynburgu, w czymś co się nazywa the Hub, mieści się na Royal Mile i jest siedzibą festivalu edynburskiego. Wesele bardzo nietypowe. Najpierw dowiedzieliśmy się, że parą młodą jest para gejów. Następnie, że obaj poruszają się na wózkach inwalidzkich i że część ich gości również jest na wózkach. pomyślałam sobie tylko "...o matko!!' Sala niczym szczególnym nie zachwycala, majac jeszcze przed oczami wesele z Biggar wydawało mi sie, ze to co jest w Hubie jest brzydkie i w ogole nie szykowne.
Ceremonia zaślubin miała miejsce na antresoli, potem panowie młodzi i ich goście zjechali na dół. Muszę przyznać, ze widać było miedzy wszystkimi tymi ludzmi ogromną sympatię, wszysscy sie witają, ściskają, nie widać było zadnych negatywnych odruchów z zadnej strony, nie wiem czy cała rodzina chłopaków brała udział w tym weselu, raczej wyglądało, ze zdecydowana wiekszosc to ich znajomi z jakichs zrzeszeń inwalidow i/lub zrzeszeń homoseksualistów, choc w sumie był jeden stolik starszych ludzi, ktorych mozna by posądzić o bycie dziadkami.
Mój sceptycyzm osłabł gdy zobaczyłam first dance - pierwszy taniec w wykonianiu dwóch mężczyzn na wózkach. Czulam sie troche jakbym oglądała paraolimpiadę. Stałysmy z patrycją pod ścianą, przyglądając się ich wywijasom... Było to naprawdę poruszające... jak jeszcze dołączyła do nich kolejna para - panienka karzeł na wózku z wysokim chudym panem na wózku - i też zaczęli tańczyć - prawie nam łzy poleciały, na codzień się nie widzi takich rzeczy. Bardzo bardzo nietypowa impreza...
Następny dzień - niedziela - i kolejne wesele. tym razem w siedzibie lorda Hopetouna, gdzie jacyś jego potomkowie wciąz zamieszkują niektóre czesci pałacu znanego jako Hopetoun House. Ale wesele nie miało nic wspólnego z rodem Hopetounów. Było to znów dość niezwykłe wesele, bo... hinduskie. Całkiem tez elegancko, szykownie, dosc spore jak na warunki hopetounowego pałacu. Panna młoda - śliczna młoda hinduska w tradycyjnym sari, bogato zdobionym, w czerwieni, z mnóstwem ozdób, cekinów itp - ale naprawdę urocze. Pan młody hm.. jedyne na co zwróciłam uwagę to były jego buty - wyglądały jak buty Alladyna. Białe z mocno podwiniętym czubkiem, prawie, ze zakręconym w koło.

większosc gosci pojawila sie tez w tradycyjnych strojach, kobiety w roznokolorowych sari, mezczyzni jednak raczej w garniturach. Pojawilo sie tez sporo brytyjczykow. Duzo dzieci, ogolnie troche taki balagan - kucharze hinduscy spoznili sie z jedzeniem, ludzie nie siedzieli przy stolach, tylko caly czas w ruchu, troche jak polskie wesele. zupelnie inny sposob serwowanie potraw niz przywyklismy do teog w Quality Linku. Ale mimo wszystko bylo calkiem sympatycznie, luzno, troche ciezko, bo trzeba bylo nosic ogromne półmiski z indian food na stoliki. Spodziewaliśmy sie ze panstwo mlodzi przyjadą na słoniu, ale nie. Przyjechali tylko skromnym Bentley'em ;)
Kolejne dwa wesela, to juz następny weekend. Ale zmeczenie juz daje sie we znaki wiec moze innym razem;)
niedziela, 5 lipca 2009
Wesele po szkocku
Ale nie o tym, nie o tym miało dziś być przeciez.
Wesela. Zdarzyło mi się uczestniczyć w bodajze 6 takowych uroczystościach, trochę jest inaczej niż u nas. Oto po krótce typowe szkockie wesele:
Pan młody (groom) jest zazwyczaj w kilcie, panna młoda (bride) w sukni koloru ecru. Goście płci męskiej w większosci w kiltach też, bardzo super wyglądają;)
Zaślubuny mają miejsce w jakiejś kaplicy lub też w jednej z sal wynajętego lokalu, w jakiejś bibliotece z zabytkowymi meblami wypełnionymi po sufit ogromnymi księgami itp.
Sala jest pięknie przygotowana, nakrycia z trzema widelcami, nożami, side plates'ami itp, szkło na wysoki połysk, białe obrusy na okrągłych stołach, białe nakrycia na krzesłach, wazony z kwiatami. Przyjęcia zazwyczaj niewielkie, 75-120 osób, plan dokładnie ułożony kto gdzie obok kogo, ustawione karteczki z nazwiskami (jeśli jest mniej formalnie - tylko z imionami).
Na początku odbywa sie tzw drink reception, powitanie szampanem w jednej z sal, canapes - drobne, eleganckie snaki typu łosoś, tarta ze szpinakiem lub grzybkami, zapiekany ser z jabłkiem i selerem, mozarella z tycim pomidorkiem i liściem bazylii, miniaturowe szaszłyczki, pachnące kawałeczki kurczaka, gorące mini-kiełbaski podawane w wydrążonym bochenku chleba, słodkie przekąski typu pudding ryżowy lub galaretkowy pimms , wszystko z tak niemozliwie trudnymi i wymyslnymi opisami, ze nie idzie tego zapamietac. Godzinne (max do dwóch godzin) drink reception odbywa się 'na stojąco', kelnerzy kręcą się wokoło dolewając szampana i oferujac przekąski. Fakt jest taki, że część gości doprowadza się juz wtedy do lekkiego stanu nietrzeźwości po skonsumowaniu 5 lampek szampana.
Pora na obiad, goście zostają wezwani do przejścia do pięknie przygotowanej sali, zawsze są ochy i achy, usadawiają się na swoich miejscach, kelner podchodzi do każdego stolika z dwoma butelkami wina oferując białe lub czerwone - first formal pour. Zaczynamy od startera (przystawki). Króluje łosoś, czasem jest zupa. Mały kawałek na środku talerza, z artystycznie polanym sosem i przyozdobiony efektownie jakimś trawskiem, ewentualnie kruchym krakersem. Odpowiednia ilość kelnerów podchodzi do kazdego stołu, tak, zeby dokładnie w tym samym momencie każdy z siedzących przy stole gości dostał swoją porcję. I tak rundki dookoła wsystkich stołów. Później danie głowne, porcje też 'racjonalnie' niewielkie, ale coś żeby było ładne, kaczka, jagnięcina, ziemniak w mundurku albo ryz, 2 ugotowane marcheweczki i pęczek ugotowanej fasolki szparagowej, ciemny sos, mega gorące talerze. Zazwyczaj lekkie zamieszanie z veggie options, choć zazwyczaj wiadomo wcześniej kto gdzie siedzi, więc np kelner nr 3 w swej prawej ręce niesie już wegetariańskie danie dla tej (nie)szczęsnej osoby, która nie je mięsa. W międzyczasie dolewki wina. Dzieci, jeśli jakieś są, dostają inną wersję - pizzę lub ziemniaczane pure z kiełbaskami.
Na koniec deser, oojj, tak, uwielbiam desery. Też estetyka na pierwszym miejscu, na talerzu naszkicowany czekoladowym sosem klucz wiolinowy, ciastko, lody, pudding w kieliszku, albo owocowy mus, róznie. Potem kawka podana z typowymi scotish tablets (super słodkie toffi w bardziej kruchej wersji o kształcie dużej kostki czekolady). No i jesteśmy po obiedziejest godzina 21 - teraz jeszcze jakies przemowy i ludzie zostają wygonieni z sali jadalnianej do sali na tańce. Czasem wiąze się to z przejsciem do innego budynku.
W momencie, gdy obiad jest zakończony otwiera sie bar = koniec darmowego alkoholu. Bar jest standardowy, bez żadnych ekskluzywnych drinków, ale zawsze jest jakiś wybór jednak. Piwo, wino, wódka, whisky, gin, rum z colą, spritem itp. Kazdy pije to co chce i za tyle za ile chce/moze zapłacić. Następuje pierwszy taniec, band grający bardziej lub mniej tradycyjne kawałki. Około 22 jest wieczorny buffet (czasem nawet nie ma) . Jeden długi stół pod ścianą na którym są: weselny tort pokrojony na kawałeczki, rozłozony na trzech talerzach, kawa i herbata do wyboru i zimne bułki z gorącym plastrem pieczonego boczku (veggie - bułka z jajecznicą). Ketchup, BBQ souce. Bufet trwa godzine około, potem składa sie i koniec żarcia. Ok 24 zamykany jest barek, o 00:30 goście wychodzą, czasem o 1:00. Koniec. Niektórzy raczej wytaczają się z tej sali a nie wychodza. i po imprezie. Nie ma żadnego siedzenia do 5 nad ranem, nie ma 4 gorących dań i 10 rodzajów ciast do wyboru, nie ma opustoszałych butelek wódki na stołach.
Ale zasadniczo jest wszystko, jest młoda para, są goście, jest obiad, jest toast, 3 godziny tańców, ciasto - jest wesele - wesele po szkocku.