niedziela, 7 września 2008

Koniec numerowania dni...

Tak, mija pierwszy tydzien. Niesamowite, nie dociera do mnie ze tu jestem, po prostu jestem gdzies, normalne, czlowiek zawsze gdzies jest. Krakow, Szalowa, Nowy Sacz, Tarnow, Zborowice. Na szczescie chyba mam cos takiego, ze czuje sie dobrze tam, gdzie jestem. Robie to, co moge robic tu, gdzie jestem. Nie zawsze robie to, co akurat chce, czasem robie to, do czego jestem zmuszona - czasem musze siedziec w pracy 8h, wstac o 4:40 zeby zdazyc na 6am, zalozyc konto, zadzwonic, zeby wyrobic National Insurance Number. Ale jesli nie musze wstac rano - wstaje po poludniu. Nie musze isc spac przed polnoca - wiec klade sie o 3 nad ranem. Nie musze gotowac obiadu - jem bulke z maslem. Na razie jest fajnie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz