Przez pół sierpnia dzwonili do mnie jeszcze z QL pytając czy nie mam jakichs dni off i nie moglabym przyjsc do pracy. Nie mogłam.
Az w koncu zadzwonili, kiedy moglam. Zgodzilam sie poswiecic moj wolny poniedzialek i powrocic do pingwinowego kubraczka. Ubralam sie w tą nędzną białą koszulę i wytyrane czarne spodnie i powędrowałam do National Museum of Scotland na shifta.
Nie żałuję:) po pierwsze spotkałam znów po ponad miesięczej przerwie mojego ukochanego managera Lincolna, po drugie pare starych znajomych z którymi zwykło się pracować, po trzecie znów zobaczyłam coś nowego i czegoś nowego sie dowiedziałam.
Nigdy wczesniej nie byłam w National Museum, nie wiedzieć czemu. Tym bardziej, że wejście jest darmowe. A jest super w środku. Musze tam jeszcze isc pozwiedzac zanim wyjadę, o tak!
Impreza sama w sobie też była ciekawa. Tzn ogólnie nudy na pudy, samo drink reception przez 4godziny, ale za to jaka okazja! Sir Jackie Stewart świętował swoje urodziny (spóźnione o jakies 2miesiące, ale cóż;) szkocki kierowca formuły 1, zdowybca 3 championship, ogólnie światowa sława;) w muzeum stoi sobie jako exponat jeden z jego bolidów, cool!
I mimo, że mi się okrutnie nie chciało iśc na tą zmianę, strasznie się cieszę, że nie odmówiłam:))) i miałam okazję w miłym otoczeniu pożegnać się z pracą w Quality Link...
piątek, 11 września 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)