Po roku mniej lub bardziej wytęzonej nauki, zmagania ze zrozumieniem języka i treści przekazu, ze wszystkimi raportami i projektami, zarwanych nocach, przesiadywaniu do rana w Kilby Center przed komputerem przyszła chwila graduacji...


Na koniec zostawiliśmy sobie sesję zdjęciową i przebieraniki w togę:) I zdecydowaliśmy, ze musimy dołozyc starań do tego, zeby w Polsce zwyczaj uroczystej graduacji w togach został wprowadzony, bo jest to naprawdę miłe przezycie;)
Jak część z was już wie, nie poszłam na swoją graduację, z paru powodów. Koszt - nieziemsko wysoki jak na stan mojej kieszeni na początku czerwca (kiedy to za ceremonię nalezalo zapłacić), jedyne osoby z mojej grupy, które kończyły tez ten rok - czyli dwójka francuzików - nie przyjezdzały na gratuation, częsc znajomych sie rozjechała, rodzice, moze troche mieli ochote, ale zdecydowali, ze jednak nie przyjada. Więc wszystko wpłynęło na decyzję, ze odpuszczam. Na szczęscie moi znajomi z businessów nie odpuścili i dwójka z nich 17lipca osobiscie, na podeście odbierala dyplom i ściskała rękę Deana. Kazda osoba mogla zaprosic 2 osoby towarzyszące - tym sposobem w bardzo miłym gronie zobaczyłam jak to wygląda.
Ceremonia, oczywiście, troszkę nudnawa, przyznawanie doktoratów pracownikom uczelni (tak, tak) i mowy o tym, jaki to Edinburgh Napier University jest świetny. Nasi Chłopcy przeszli przez scenę, odebrali dyplomy, w przypadku Karola jeszcze medal i nagrodę za super osiągnięcia i najlepszą dissertation w School of Business.
Potem musieliśmy sie przemieścić (przy niezbyt rozpieszczejącej pogodzie) z Festival Theatre do campusu uczelni, gdzie czakało na nas drink reception! Tak, tak wreszcie! jestesmy na drink reception, ale nie jako obsługa. Tak nam dobrze znane drink reception, zasadniczo juz nam obrzydło przez pracę w Quality Link, ileż można - 'Would you like some more champagne, sir?' 'Would you like top up your wine, madam?' ehh. A tu wreszcie my zajadamy sie pięknymi canapes, dostajemy lampkę szampana i top-upy;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz