sobota, 4 października 2008

Fresher's Week w wielkim skrocie;)

Fresher's Week - czyli powiedzmy tydzien zapoznawania sie z nowa rzeczywistoscia, tydzien, ktory mial pomoc w poznaniu nowych ludzi przy dobrej zabawie, glownie... Dla zaznajomionych z Orientation Week organizowanym przez ESN od razu wyjasniam - nie ma co porownywac. Nie wiem czy bylo lepiej czy gorzej, Napier Fresher's Week byl tlumny, jako ze laczyl wszytkich pierwszoroczniakow z Direct Entry i innymi przyjezdnymi, ciezko bylo sie poznac, a juz niemozliwoscia bylo poznac ludzi ze swojego kierunku. Wiec krotko okreslilabym to - Przybylam, Zobaczylam i Za wiele nie przezylam.

Ale kilka fotek zamieszczam i kilka krotkich opisow, bo nie bylo znowuz tak, ze nic sie nie dzialo.

Najlepiej wychodzila nam integracja polskiego grona, zaraz po tym jak drodzy chlopcy: Michal, Karol i Tomek wprowadzili sie do swojego przytulnego mieszkania z grzybem na scianie(zdjecie przy grzybie obowiazkowe:D ), zawitala do nich krakowska swita w celu uczczenia nowego, z trudem znalezionego lokum;)


Tak wiec pojawila sie reprezentacja UEku, a nawet przedstawiciel KSW w ilosci 6 osob i w kulturalnym gronie w kulturalny sposob moglismy powymieniac swoje pierwsze doswiadczenia na temat uczelni.

Niektorzy zdecydowali sie poszerzyc grono poznawanych osob. Czyli razem z Patrycja szybciutko sie pozegnalysmy, no prawie szybciutko, spoznilysmy sie 2min na ostatni autobus do centrum i na wielki bal;) musialysmy isc 40min piechota. Ale dotarlysmy cale i zdrowe do ogromnego klubu w ktorym caly ten Fresher's Ball mial miejsce.






Na dobry poczatek dorwalysmy mezczyzne w spodniczce i oczywicie musialysmy to uwiecznic, zeby zostalo na pamiatke dla potomnych...:)
























Pierwsze wejscie na parkiet, uhhh... ciasno, lans i bans, a to jak sie czulam wyraza moja postawa:] ale balowá kiece mialam;P




Patrycja chyba lepiej sie odnalazla, co przedstawia nie tylko jej postawa, ale i kolejne zdjecia....:)


Szalenczy taniec hindusem:D



I lzejsze rytmy z osobnikiem niewiadomego pochodzenia:D (oj, mialysmy polew z tego biednego czlowieczka potem...)


Gdzies pod koniec imprezy (aha, nie wiem czy wszyscy wiedza, ale tu nie ma tak lekko jak w polsce - o 3 wszystkie kluby zamykaja i finish - nie ma przebacz, nie ma koncesji na alkohol, a jak nie ma alkoholu to zamykaja, well...), no, ale pod koniec imprezy, czyli gdzies ok 2:00 wpadlam na znajomych Irlandczykow z kursu matematycznego czy to raczej oni mnie gdzies wyhaczyli w tlumie na parkiecie... niewazne zreszta... Ale przynajmniej jakies znajome twarze;) i sie wytanczylismy, az w koncu nas wyprosili z parkietu. Musze powiedziec ze irlandzki akcent jest dramatycznie ciezki do zrozumienia...
Na zdjeciu z kolega z lawki z Revision Maths;)

Kolejne spotkanie z Irlandczykami, czyli bilardzik po zajeciach;) Dziwne te stoly, malutkie takie i czerwone:P a bile byly bez numerkow i tylko w dwoch kolorach... to chyba nie do konca byl bilard;P

Crazy irish guys & me... (tych chlopakow to akurat spotykam na kazdym kroku, nawet jak sobie ide Princes Street, gdzie tlum i ruch, kogo spotykam?- Kevin&Robin - nierozlaczni jak blizniaki syjamskie;)


I kolejny Irish z Civil Engineering - dear James, ten to juz mial tak niemozliwy akcent, ze naprawde, na zajeciach z matmy wiecej rozumiem niz gdy Irishowie rozmawiaja miedzy soba:P

No i co.. potem ktoregos dnia byl jeszcze Pub Crawl, smialam sie ze powinien sie byl nazywac Pub Crowded, bo ilosc ludzi bioraca w tym udzial byla masakrycznie ogromna, a potem bylo jeszcze pare imprez, na ktore nie mialam sily isc albo musialam isc na nocke at garage... I tak minal Fresher's Week... Spodziewalam sie czegos lepszego:]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz