czwartek, 4 grudnia 2008

Uroki zycia (bez obrazkow tym razem)

Wczoraj padal snieg:D

super fajowsko, ze tak powiem;) i zimno bardzo, mroz, slisko, ponoc to nie bardzo normalne w szkocji na poczatku grudnia. A z drugiej strony, wcale nie tak super, bo w pracy zimno, wieje przez wszytkie mozliwe otworki w drzwiach i okienkach a nawet przez sciany:P Na szczescie od dzis mamy nowy, swiecacy niczym letnie slonce grzejniczek, zakupiony przez nowego 'managera' Kasztana Shafqata - kurde, ja szkolilam tego malego lysawego pakistanczyka jak sie czysci coffee machine i gdzie co i jak piszczy na stacji, a on teraz jest moim 'bossem' ??!! ehh jej, znajomosci... (Kasztan znajomym wlasciciela). Ale nie wazne...

Pisalam - wczoraj padal snieg, troche snieg z deszczem, w sumie rano nie bylo prawie sladu, jedynie troche 'slippery' i mozna sie bylo z latwoscia polamac na chodniku;) Ale prosze, co widze dzis wieczorem - odsniezarka na ulicach Ediego:) W polsce nie do pomyslenia, zeby odsniezarka pojawila sie przed totalnym zasypaniem drog, nie? a tu co, sniegu nie ma, ale odsniezarka patroluje.. hehehe... :D

Jeszcze jedna rzecz, ktora wywolala usmiech na mojej twarzy - przez okno autobusu zobaczylam okno pubu, gdzie za tymze z kolei oknem przy stoliczku siedziala trojka panow i grala w DOMINO!!! oszalalam:D Horseshoe Inn wymiata:D

Aha - uroki zycia na uczelni

Chcialam sobie skserowac 7 stron z jednego czaspisma o plastikach. Wiec typowo polskim mysleniem - szukam ksera. Skojarzylam jeden sklepik papierniczy na uczelni wiec uderzam tam, pokazuje kobiecie strony od 19 do 25 i mowie, ze chcialabym skserowac... - zonk - hehe, kobitka popatrzyla na mnie - ja sie rozejrzalam w okolo - aaaah to tu nie ma photocopier? No tak... poplatalam sie po uczelni, trafilam do biblioteki - przygladam sie temu samoobslugowemu ksero, za chiny nie wiem jak go rozgryzc, jakies wejscie na karte magnetyczna, probuje moja magnetyczna karte studencka, ni chu chu:] wiec ide do pani/pana pracownika i pytam jak sie za to zabrac. No i coz, dowiaduje sie, ze potrzebuje wykupic inna karte i dzieki niej bede mogla uzywac ksero. No dobra, to dzieki, nie chce mi sie bawic w wyrabianie kolejnego plastiku do noszenia w i tak ledwie domykajacym sie portfelu (nie domyka sie od tych plastikow, a nie od pieniedzy oczywiscie - niestety).
I tak wyladowalam w laboratorium komputerowym, gdzie usiadlam sobie przy jednym z 6 komputerow podlaczonych do skanera, obok skanera instrukcja 'How to use scanner' i sobie spokojnie zeskanowalam, potem sobie wydrukowalam, bez pomocy zadnych pan/panow ksero-robiacych ani drukarki-obslugujacych. Masz dostep do scannera, do drukarek kolorowych, niekolorowych, pieniazki na swoje uczelniane konto wplacasz w maszynkach, znajdujacych sie takze w laboratorium komputerowym, mozesz w sumie nawet na kredyt drukowac - do 2£. Jack Kilby Center (cholera wie dlaczego tak nazwali ta sale komputerowa) jest otwarte i dostepne 24h na dobe wiec mozna by tam zamieszkac w sumie;)
faktycznie, to jest tutaj fajne, wszytko masz otwarte, dostepne i przyjazne, nie musisz sie uzerac z panem zza okienka, pilnujacym zeby nie wchodzic z plaszczem/kurtka do sali komputerowej i z torba przekraczajaca 60x40x22, nawet jesli chcesz tylko jednego maila wyslac. Nie wyganiaja cie o 19:56 - bo o 20:00 zamykaja "laboratorium komputerowe" i nie wylaczaja ci bezprzewodowego internetu o 21, gdy i tak w kiepskich warunkach koczujac na korytarzu krakowskiego Ueku probujesz znalezc jakas informacje o zarzadzaniu jakoscia w produkcji srubek - dobra, zarcik, nigdy tego nie robilam:P ale wi-fi wylaczaja i zmuszaja w ten sposob do opuszczenia korytarza, inny motyw - gasza swiatlo;P

No ale znalezienie ksera, jest jednak problematyczne... To tym milym akcentem zakoncze moj wczesnogrudniowy wywod.

1 komentarz:

  1. he he....kserokopiarki i odśnieżarki, dobre to... a tak swoją drogą to chyba dużo się uczysz, bo mało coś piszesz

    OdpowiedzUsuń