czwartek, 25 grudnia 2008

Merry Christmas Ho Ho Ho!

oj, cos nie mam weny dzis do pisania, wiec na razie tylko pare zdjec.

Ok, po 9 godzinch leniuchowania przyszla wena:)
Swiateczne ozdoby i motywy pojawily sie na ulicach Ediego dluuugo dluuuugo przed swiatemi, chyba nawet gdzies koncem listopada. W grudniu zaczal sie Christmas Market, cos jak swiateczne budki na krakowskim rynku, nawet prawie identyczne, tez z grzancem i z mnostwem roznych pirdolek. Ale w Krakowie nie ma nigdy wesolego miasteczka a tu jest:) Wiec pewnego chlodnego wieczoru razem z Goslawa wybrlysmy sie na karuzelowe szalenstwo.
Noo, oto wlasnie dwa obiekty ktore zdecydowalysmy sie przetestowac:
Najpierw ta pierwsza, bardziej na pierwszym planie, swiecaca, oooo, nie sadzilam ze bedzie taki czad! I jeszcze ustawili to tak blisko Scot's Monument!! Balam sie ze roztrzaskam sie o ta kamienna budowle, niesamowite. Swietny motyw na relax po stresujacym dniu w pracy:)

Nstpenie udalysmy sie na Big Wheel, ktore to juz nie poruszalo sie z zawrotnymi predkosciami, nic w tym stylu; ale za to bylo BIG, zdjecia ponizej to widok z Big Wheel na centrum miasta

i na lodowisko na Princes Gardens.
A chyba nie wspominalam wczesniej, ktoregos jednego 'zimowego' dnia wybralismy sie z frncuzami na to lodowisko, hah! nie ma to jak troche ruchu, i to jeszcze w takim stylu:) wprawdzie lodowisko kiepskawe, ale zawsze cos. Nie moglam sie potem ruszac przez 3 dni, NAPRAWDE, chodzenie sprawialo mi bol, tak to jest jak sie czlowiek rozleniwi i nie dba o kondycje.
Swieta coraz blizej blizej, szczerze mowiac to czulam niestamowita ulge, ze moje swieta beda spokojne, ciche, szczegolnie kiedy obserwowalam ztloczone ulice i ludzi z tonami zakupow, biegajacych za prezentami czy czymkolwiek tam, nie wiem. to straszne. Mnie przerrazala nawet wizja wyjscia z autobusu i znalezienia sie w tym tlumie, a co dopiero jakbym miala sie w niego wtopic, zeby podjac sie tych samych czynnosci co oni.
Tak, to bylo krotkie podsumowanie przedswiateczne.
Przyszla Wigilia,
...poranna kawka w towarzystwie afgano-brytyjczyka w starbucksie i hmm rozmowa o polityce i gospodarce swiatowej, nie ma to jak rozruszac szare komorki o swicie
... od 11:30 do samego wieczora prac, najwiekszy zapiernicz ever! ludzie tlumami walili na stacje, ja sama, bo oczywiscie nikt nie pomyslal, ze w wigilie bedzie 'az tak' i jak cudownie by sie pracowalo z jakas pomoca. Kolo 19 ustal ruch, wpadaly tylko pojedyncze przypadki poszukujace w ostatniej chwili jeszcze swiatecznych kartek (ktorych nie posiadamy) czy tez papieru do opakowania prezentow (ktorego tez nie mamy) albo jakichs swiatecznych ciast (pracuje na stacji benzynowej, przypominam;P )
Ale koniec, 20:30, koniec, teraz moj czas, zyczenia od rodzicow, koleda przez telefon, naprawde sie wzruszylam wtedy i nawet prawie zaczelam spiewac do telefonu stojac na przystanku:D spacer wzdluz princes street, dzieki temu zawedrowalam pod kosciol, gdzie akurat zaczynala sie polska msza, polskie koledy i ogolnie jakby pasterka, acz o 21;P
No coz, kolacji wigilijnej nie mialam, bo trudno nawzac jedzenie kanapek z paszetetem w w biegu miedzy jednym a drugim klientem na stacji, wiec zadnego wymyslania, zadnych tradycyjnych potraw, zadnego sprzatania potem;P
Po kosciolku spacer, mily cieply wieczor, kolorowe swiatelka az chce sie poplatac. I tak porobilam pare fotek: enjoy!!











A potem kiedy juz prawie bylam przy drzwiach do domu zadzwonil znajomy Libijczyk, i powiedzial ze sie szweda po miescie i czy idziemy na Christmas Party? No to coz, majac do wyboru siedzenie w mieszkaniu samotnie albo impreze w towarzystwie polnocno-afrykanczyka, wybralam Mood i przeboje w stylu 'Merry Christmass everyone' i 'Last christmas i gave u my heart...' :D




taka wigilia po szkocku;) do 3am